
W pewnym momencie 2025 roku zdało się, że Google próbuje uspokoić wszystkich… tylko nie wiadomo, czy bardziej siebie, czy nas. Z bliska wyglądało to jak klasyczne gaszenie pożaru narracją: wielkie premiery AI, a zaraz po nich jeszcze większy bałagan w SERP-ach. Technologia parła naprzód, ale komunikaty korporacyjne robiły wszystko, by przykryć turbulencje, które widzieliśmy w danych i na własnych dashboardach. Gdy opadł kurz, zamiast klarowności pojawił się nowy chaos, a razem z nim pytanie: co właściwie czeka nas w kolejnej fazie tej wojny o uwagę i dane?
Lekcja 1: Wyścig zbrojeń w AI to seria sprintów między gigantami
Śledzenie pojedynku między OpenAI a Google w 2025 roku było jak oglądanie meczu bokserskiego wagi ciężkiej. W sierpniu OpenAI wypuściło GPT-5. Rynek wstrzymał oddech. A potem, w listopadzie, Google odpowiedziało potężnym sierpowym: Gemini 3 i platformą dla deweloperów „Google Antigravity”.
Google wprost zakomunikowało: koniec z „podpowiadaniem” AI. Ich nowy model ma „czytać w myślach” („grasp depth and nuance”) i rozumieć intencje.
Jak ujął to Demis Hassabis (CEO DeepMind), ma „mówić ci to, co musisz usłyszeć, a nie to, co chcesz usłyszeć”. To bezpośrednia odpowiedź na krytykę, że chatboty stały się zbyt uprzejme i generyczne.
Ta przepychanka to sygnał, że działanie „prostych promptów” dobiega końca. AI staje się coraz lepsze w rozumieniu niejasnych, konwersacyjnych zapytań. Nasze treści muszą być na to gotowe – muszą odpowiadać na pytania, których użytkownik nawet jeszcze nie sformułował.
Lekcja 2: „Jakościowy ruch” i inne bajki, które opowiada nam Google
Wprowadzenie AI Overviews i AI Mode wywołało „krokodylka” w naszych statystykach: wyświetlenia w górę, kliknięcia w dół.
Google, w osobie Liz Reid, postanowiło nas uspokoić. Ale ich argumenty brzmią jak korporacyjne zaklęcia, które rozbijają się o twardą rzeczywistość.
Google mówi: „Ludzie wyszukują więcej niż kiedykolwiek”.
My widzimy: Owszem, ale nie mówicie, ile z tych zapytań kończy się bez kliknięcia, bo odpowiedź została w całości podana w AIO.
Google mówi: „Wysyłamy na strony internetowe 'nieco więcej’ 'jakościowych’ kliknięć niż rok temu”.
My widzimy: „Nieco” i „jakościowy” to puste słowa bez danych. Tymczasem badania BrightEdge mówią o spadkach kliknięć rzędu 30-55%. Gdzie jest ta jakość? Owszem, dane z Ahrefs pokazały, że ruch z AI konwertuje nawet 23 razy skuteczniej. To niektórych branż to prawda. Ale to my, specjaliści, musimy tłumaczyć klientom, że mają się cieszyć z mniejszego ruchu, bo jest „lepszy””. Google umywa ręce i nawet nie chce pokazywać danych.
Google mówi: „Ludzie coraz częściej szukają autentycznych głosów i klikają w fora i wideo”.
My widzimy: Czy na pewno sami tego chcieli, czy po prostu Google im to podsunęło? Nagły wzrost widoczności YouTube’a (własności Google) tuż pod blokami AIO wygląda co najmniej na szczęśliwy zbieg okoliczności. To pokazuje, jak łatwo można kształtować zachowania użytkowników, a potem nazywać to „naturalnym trendem”.
Jak skutecznie wykorzystać AI w marketingu i rozwijaniu biznesu?
Lekcja 3: AI nie myśli jak wyszukiwarka. Myśli jak Twój najbardziej dociekliwy klient
Przez lata optymalizowaliśmy pod intencje i zbiór haseł, tworząc kompleksowe i powiązane artykuły, które miały odpowiedzieć na często nienaturalnie sformułowane zapytanie. Okazało się, że sztuczna inteligencja podchodzi do tego jeszcze szerzej.
Weźmy zapytanie: „jakie słuchawki bezprzewodowe do biegania?”.
Tradycyjne SEO szukałoby rankingu „TOP 10 słuchawek dla biegaczy”. AI natomiast uruchamia wewnętrzny proces analityczny, mechanizm zwany Query Fan-Out. Rozbija to jedno, ogólne zapytanie na serię szczegółowych mikro-pytań, które odzwierciedlają prawdziwy proces decyzyjny klienta:
- Co właściwie znaczy „najlepsze” dla biegacza? (Pewnie wodoodporność i stabilne dopasowanie).
- Jak długo działa bateria w popularnych modelach?
- Które modele mają dobrą jakość dźwięku i mocny bas?
- Czy te słuchawki mają tryb transparentności do biegania po mieście?
- Jaki jest stosunek ceny do jakości?
Następnie nie szuka jednej strony, która odpowie na wszystko. Przeszukuje sieć w poszukiwaniu najlepszych, najbardziej precyzyjnych fragmentów z wielu różnych źródeł, aby odpowiedzieć na każde z tych szczegółowych pytań. Z tych fragmentów buduje swoją jedną, kompleksową odpowiedź.
I tu dochodzimy do najciekawszej części. Czy to oznacza, że piszemy teraz dla robotów? Wręcz przeciwnie. Paradoksalnie, optymalizując treść pod analityczny umysł maszyny, zaczęliśmy pisać znacznie lepiej dla zabieganego, niecierpliwego człowieka.
Nikt z nas nie czyta już artykułów od deski do deski (i raczej nigdy nie czytał). Skanujemy nagłówki, wyszukujemy głosowo, szukamy konkretnych danych w listach, infografikach i tabelach. Mamy cyfrowy deficyt uwagi. AI po prostu robi to samo, tylko tysiąc razy szybciej.
Naszym zadaniem stało się więc tworzenie treści, które są zbiorem precyzyjnych, samowystarczalnych „jednostek informacji”. Do tego dochodzi zrozumienie encji – czyli tego, że dla AI „Sony WF-1000XM5”, „redukcja szumów” i „bieganie” to nie tylko słowa, ale połączone ze sobą koncepty. Nasze treści i architektura muszą jasno komunikować te relacje.
Mogą Cię zainteresować:
Lekcja 4: Nowe Black Hat SEO – kiedy AI staje się bronią, a zaufanie jedyną tarczą
Najbardziej niepokojącym zjawiskiem było dla mnie obserwowanie, jak łatwo można oszukać „inteligentnych” agentów. Oficjalny komunikat OpenAI o przeglądarce Atlas był pełen optymizmu, ale raporty, jak ten od Brave, szybko sprowadziły nas na ziemię. Zagrożenie zwane „indirect prompt injection” stało się faktem.
Ktoś może umieścić na swojej stronie ukryte instrukcje, które „przejmą” agenta AI przeglądającego sieć w Twoim imieniu. Może kazać mu zignorować treść konkurencji, a nawet wykraść dane. Jak ujął to jeden z badaczy: „Trust No AI”.
Idealnie wpisuje się też w to ostatni data breach w używanym przez OpenAI Mixpanelu, gdzie wyciekły dane użytkowników API, czy wylew wygenerowanych grafik i profili na Social Media.
Skoro AI jest tak podatne na manipulacje, to komu, u diabła, ma zaufać? Zaufanym markom.
W marketingu, gdzie każdy może wygenerować tysiące stron, a agenci AI mogą być oszukiwani, sygnały zaufania stają się jeszcze cenniejsze. Google od dawna mówi o E-E-A-T (doświadczenie, ekspertyza, autorytet, zaufanie). Teraz nabiera to większego (nie tylko dla algorytmów) znaczenia.
Naszym celem jest budowanie profilu reputacji. Wzmianka o naszej marce w „Forbesie”, wyróżnienie na gali Vogue czy merytoryczna dyskusja na Reddicie to dla LLMów sygnał, że jesteśmy wiarygodnym podmiotem (encją). Tego nie da się podrobić.
Moje pytanie na 2026 rok brzmi: czy jesteśmy gotowi budować marki, którym zaufają nie tylko ludzie, ale i algorytmy, które w ich imieniu podejmują decyzje?
Chcesz lepiej zrozumieć wpływ zmian w Google i AI na widoczność Twojej marki?
Szukasz partnera, który przełoży te zawirowania na klarowną strategię digitalową?
Pokażemy, jak wykorzystać ten moment rynkowy na korzyść Twojego biznesu.
Porozmawiajmy!





Autor
