Okładka artykułu Senior SEO Specialist Aleksandry Będkowskiej

Co roku do tego samego miejsca wracają nie tyle działania marketingowe, co decyzje wokół nich. Oczekiwania wobec marketingu rosną: ma sprzedawać, skalować i dowozić wynik,  podczas gdy fundamentów do podejmowania decyzji albo w ogóle nie ma, albo zmieniają się bez realnych powodów.

W 2025 roku ten problem jeszcze się pogłębił. W erze AI strategia coraz częściej rozmywa się pod naporem automatyzacji, nowych narzędzi i „gotowych rozwiązań”, wdrażanych szybciej, niż zdążymy zadać pytanie, czy są one faktycznie dopasowane do potrzeb firmy. Zamiast jasno zdefiniowanego kierunku pojawia się jedynie wrażenie zmiany na lepsze. A gdy cele nie zostają zrealizowane, marketing znów stawiany jest na baczność.

Bez stabilnej strategii żaden dział marketingu nie jest w stanie dowieźć oczekiwanych efektów. Jak zatem nie powielać tych błędów i nie wracać do tego samego punktu wyjścia w kolejnym roku?

Dlaczego co roku nucimy to samo „Last Christmas” i liczymy, że tym razem będzie inaczej?

Bo łatwiej jest zmienić narzędzie niż decyzję.

Bo łatwiej dodać nowy kanał niż zrezygnować z działań bez sensu.

Bo łatwiej uruchomić kolejną kampanię niż odpowiedzieć na pytanie, po co w ogóle ją robimy.

Każdego roku marketing dostaje nową szansę, nowy budżet, nowy stack technologiczny i nową obietnicę: „tym razem będzie inaczej”. A potem bardzo szybko wraca do tej samej roli – reagowania na presję, gaszenia problemów i tłumaczenia wyników, które nigdy nie miały prawa się pojawić bez stabilnego kierunku.

My wiemy, że strategia działa. Firmy, które mają spisany plan, rosną szybciej (średnio o 30%), a wśród najszybciej rosnących aż 71% korzysta z długoterminowych planów. Problem nie polega na braku świadomości, tylko na tym, że strategia w firmach rzadko ma warunki do życia.

Bo nawet jeśli strategia istnieje na papierze, często nie funkcjonuje jako punkt odniesienia: 95% pracowników nie rozumie strategii swojej firmy. Na poziomie zarządczym jest jeszcze gorzej: 48% liderów poświęca na strategię mniej niż jeden dzień w miesiącu, a 85% zespołów zarządzających spędza na niej mniej niż godzinę miesięcznie. 

Efekt jest przewidywalny: 48% organizacji nie realizuje nawet połowy celów strategicznych, tylko 35% menedżerów wierzy, że obecna strategia doprowadzi firmę do sukcesu, a 61% liderów wprost przyznaje, że ich organizacje nie potrafią przełożyć strategii na codzienne działania. Czyli nawet jeśli plan „jest”, to często jest tylko dokumentem, a nie mechanizmem decyzyjnym.

Ten sam refren co roku: „marketing nie działa”

W 2025 roku polskie firmy funkcjonują w warunkach rosnącej presji kosztowej, niepewności popytu i coraz mniejszego marginesu na błędy. W takich realiach każda decyzja marketingowa waży więcej niż jeszcze kilka lat temu, bo coraz rzadziej da się ją „odrobić” kolejną kampanią czy dodatkowym budżetem. Dane z pierwszej połowy roku pokazują, jak niewiele firm ma dziś przestrzeń na improwizację.

Z rejestru CEIDG zniknęło blisko 100 tysięcy jednoosobowych działalności gospodarczych, a ponad 179 tysięcy JDG zostało zawieszonych. Często jako pierwszy sygnał problemów płynnościowych lub utraty perspektyw wzrostu. Równolegle rośnie liczba niewypłacalności. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku odnotowano 1969 takich przypadków, a w okresie styczeń–wrzesień było ich ponad 5200, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Wniosek jest prosty. Firmy, które nie trafiają z decyzjami, szybciej wypadają z gry.

W tym kontekście jedno zdanie powraca wyjątkowo często: „marketing nie działa”. Pojawia się zwykle wtedy, gdy budżet jest już wydany, zespół zmęczony, a wyniki nie dowiozły oczekiwań. Co charakterystyczne, rzadko towarzyszy mu refleksja nad tym, dlaczego marketing nie zadziałał. Zamiast niej pojawia się potrzeba kolejnych działań: więcej treści, więcej kanałów, więcej obecności, jakby problemem było tempo, a nie kierunek.

W 2025 roku ta logika zyskała dodatkowe przyspieszenie. Dzięki AI możemy dziś produkować setki, a nawet tysiące artykułów, postów czy innych materiałów marketingowych w czasie, który kiedyś zajmował stworzenie jednego. Tyle że bez realnego przemyślenia, po co to robimy, do kogo mówimy i jaki efekt ma to przynieść, efekt biznesowy bywa identyczny jak przy braku działań.

Dlaczego brak strategii i słabe wyniki zawsze idą w parze?

Problem zaczyna się wcześniej, niż zwykle chcemy to przyznać. Nie na poziomie kanałów, formatów czy kompetencji zespołu, lecz w momencie, gdy działania marketingowe nie wynikają z żadnych strategicznych decyzji

Organizacje są aktywne: publikują, wysyłają kampanie, uruchamiają reklamy. Tyle że są to najczęściej pojedyncze akcje, które nie składają się na spójną całość. Istnieją obok siebie, nie wynikają z jednego celu i nie prowadzą klienta przez zaplanowaną, logiczną ścieżkę.

To, co z zewnątrz wygląda jak konsekwencja, w praktyce okazuje się reaktywnością. Decyzje zapadają pod wpływem presji – spadku zasięgów, ruchów konkurencji, chwilowych trendów czy wewnętrznych komentarzy z organizacji. Bez jasno określonej strategii każde działanie staje się odpowiedzią na „tu i teraz”, zamiast elementem długofalowego planu, który buduje wartość w czasie.

Efekt jest przewidywalny. Marketing koncentruje się na widoczności zamiast na konwersji, na taktykach zamiast na sensownym układzie całości. Treści przyciągają uwagę, ale nie budują popytu. Kampanie generują ruch, ale nie sprzedaż. Zespół robi bardzo dużo, a mimo to nie potrafi jasno odpowiedzieć na podstawowe pytanie: co faktycznie działa i dlaczego?

Za mało czasu na strategię, wystarczająco dużo na chaos decyzyjny

W realiach, w których margines na błędy drastycznie się kurczy, brak strategii przestaje być problemem marketingowym a staje się problemem decyzyjnym. Firmy deklarują, że nie mają czasu na planowanie, ale jednocześnie regularnie znajdują czas na zmiany kierunku, korekty priorytetów i testowanie kolejnych „rozwiązań”, które mają szybko poprawić wyniki.

Chaos decyzyjny objawia się najczęściej w drobnych, pozornie racjonalnych ruchach:

  • zmiana komunikatu, bo „to się nie klika”;
  • nowy kanał, bo „konkurencja tam jest”; 
  • nowy format, bo „algorytm teraz to promuje”. 

Każda z tych decyzji może mieć sens, o ile wynika z realizacji jasno określonej strategii. Problem zaczyna się wtedy, gdy są podejmowane ad hoc, w oderwaniu od większego planu. W takim układzie nawet logiczne działania nie składają się na system, a marketing przestaje być procesem. Zespół reaguje na bodźce, zamiast konsekwentnie realizować kierunek, bo kierunku po prostu nie ma.

Zamiast odpowiedzieć na pytania o rynek, klienta i realną przewagę, organizacje przyspieszają produkcję: więcej treści, więcej kampanii, więcej testów. Paradoksalnie, im łatwiej coś wdrożyć, tym rzadziej pada pytanie, czy w ogóle powinno to zostać wdrożone.

Marketing jednak nie ma czasu nauczyć się rynku, bo zanim pojawią się wnioski, zmienia się kierunek. Każda kolejna inicjatywa resetuje poprzednią: komunikację, dane, doświadczenia klientów. W warunkach rosnącej presji kosztowej i coraz częstszych niewypłacalności taki sposób działania przestaje być neutralny, a zaczyna realnie zagrażać stabilności biznesu.

Między strategią a działaniami: gdzie gubi się świadomość firm?

Brak strategii rzadko jest efektem jednej złej decyzji. Zwykle to suma przekonań, nawyków i krótkoterminowych priorytetów, które z czasem wypierają myślenie długofalowe. Co istotne, w większości przypadków nie chodzi o brak ambicji czy kompetencji, ale o sposób, w jaki organizacje podejmują decyzje, szczególnie pod presją wyniku.

„Nie mamy czasu” – bieżące działania, statusy i promocja nowego pomysłu

Najczęściej powtarzanym argumentem przeciwko strategii jest brak czasu. Bieżące działania, operacyjna presja i potrzeba szybkich efektów sprawiają, że planowanie odkładane jest na później. Strategia trafia na listę spraw „ważnych, ale niepilnych”, a więc takich, które nigdy nie trafiają na szczyt priorytetów.

Paradoks polega na tym, że brak czasu na strategię nie eliminuje konieczności podejmowania decyzji, decyzje zapadają i tak, tylko że w sposób reaktywny. Zamiast jednego, przemyślanego kierunku pojawia się ciąg drobnych korekt, które pochłaniają znacznie więcej czasu i energii niż wcześniejsze zaplanowanie

Brak jasnych celów i priorytetów: marketing bez odpowiedzi na pytanie „po co?”

Strategia nie zaczyna się od kanałów ani formatów, ale od celu. Tymczasem wiele firm oczekuje od marketingu „wyników”, nie definiując, co te wyniki mają realnie oznaczać. Czy chodzi o wzrost sprzedaży tu i teraz, budowę popytu, wejście na nowy rynek, czy może zmianę struktury klientów? Bez tej odpowiedzi marketing działa w próżni.

Brak jasno określonych priorytetów sprawia, że wszystkie działania wydają się równie ważne. Marketing próbuje jednocześnie sprzedawać, budować markę, edukować rynek i reagować na bieżące potrzeby sprzedaży. W efekcie nie robi żadnej z tych rzeczy wystarczająco dobrze. Bez odpowiedzi na pytanie „po co?” nawet najlepsza egzekucja nie jest w stanie dowieźć spójnych rezultatów.

Firma nie wie, co naprawdę sprzedaje, ani dlaczego klient miałby to kupić

Jednym z częstszych źródeł braku strategii jest nie tyle skupienie na funkcjach, co brak jasności co do samej oferty. Firmy deklarują, że „sprzedają rozwiązanie”, „jakość”, „doświadczenie” albo „prestiż”, ale gdy trzeba odpowiedzieć na proste pytania – dla kogo, w jakiej sytuacji i dlaczego właśnie to ma znaczenie – pojawia się cisza lub zestaw powtarzalnych sloganów.

W takiej sytuacji komunikacja naturalnie dryfuje w stronę ogólników. Zamiast jasno zdefiniowanych wyróżników pojawiają się listy cech i obietnice, które mogłaby złożyć niemal każda firma w danej kategorii. Marketing zakłada, że wartość oferty jest oczywista, podczas gdy dla odbiorcy nie jest jasne ani jaki problem jest rozwiązywany, ani dlaczego to rozwiązanie miałoby być lepsze od alternatyw.

Brak tej klarowności sprawia, że marketing zaczyna informować zamiast przekonywać. Treści trafiają do odbiorców, którzy albo nie rozpoznają w nich własnych potrzeb, albo nie widzą realnej różnicy między ofertami. Bez jasno określonej propozycji wartości marketing nie buduje popytu ani preferencji – staje się wyłącznie nośnikiem informacji, pozbawionym realnego wpływu na decyzje zakupowe.

Brak wsparcia zarządu i kultury, w której marketing jest kosztem, nie narzędziem wzrostu

Strategia marketingowa nie powstaje w izolacji. W firmach, w których marketing postrzegany jest wyłącznie jako koszt lub dział „do obsługi kanałów”, trudno oczekiwać długofalowego myślenia. Brak wsparcia ze strony zarządu sprawia, że decyzje marketingowe są ciągle podważane, zmieniane lub podporządkowywane krótkoterminowym celom sprzedażowym.

W takiej kulturze marketing nie ma przestrzeni, by działać strategicznie. Zamiast planu pojawia się lista zadań, a zamiast konsekwencji ciągłe korekty. Nawet najlepsze zespoły i agencje nie są w stanie dowieźć stabilnych efektów, jeśli brakuje zgody co do roli marketingu w realizacji celów biznesowych.

Lęk przed inwestycją i ryzykiem zamiast decyzji i wyborów

Strategia zawsze wiąże się z wyborami. A wybory oznaczają rezygnację z części możliwości i akceptację ryzyka. Dla wielu firm jest to moment niewygodny. Łatwiej testować „po trochu wszystko” niż jasno określić, na czym organizacja chce się skupić.

W efekcie strategia zastępowana jest eksperymentami bez ram. Testy nie wynikają z hipotez, a decyzje nie są podejmowane na podstawie danych, tylko ostrożności. Do największych strat prowadzi unikanie ryzyka: rozmycia pozycji rynkowej, przepalonego budżetu i braku realnych wniosków. 

Skąd bierze się brak strategii i czemu powtarza się co rok?

Brak strategii marketingowej rzadko bywa uświadomionym problemem. W wielu organizacjach funkcjonuje on jako „stan normalny”, coś, co po prostu towarzyszy szybkiemu wzrostowi, presji wyniku lub zmienności rynku. 

Zamiast pytania dlaczego działamy w ten sposób? pojawia się przekonanie, że inaczej się nie da. To właśnie ta normalizacja braku strategii sprawia, że problem nie tylko nie znika, ale regularnie wraca w kolejnych cyklach planowania.

Ten brak nie jest więc jednorazowym błędem, lecz efektem powtarzalnych wzorców decyzyjnych, które z roku na rok odtwarzają się w niemal niezmienionej formie, nawet wtedy, gdy narzędzia, kanały i zespoły się zmieniają.

Presja „bycia widocznym” i kultura natychmiastowych działań zamiast decyzji

W wielu organizacjach widoczność stała się substytutem skuteczności. Marketing ma być aktywny, reagować szybko i stale „coś robić”, bo brak działania jest mylony z brakiem kontroli. W tej kulturze pytanie „po co?” przegrywa z „dlaczego jeszcze tego nie robimy?”. Strategia, która wymaga zatrzymania się i podjęcia nieoczywistych wyborów, jest postrzegana jako luksus, na który nie ma czasu.

Presja dodatkowo rośnie w środowisku algorytmów, trendów i porównań z konkurencją. Każdy brak reakcji zaczyna wyglądać jak błąd, a każdy impuls, jak okazja, którą trzeba natychmiast wykorzystać.

Jak to rozwiązać?

Rozdzielić widoczność od celu. Widoczność powinna być efektem realizacji strategii, a nie jej substytutem. Organizacja musi jasno określić, jaką rolę marketing pełni w realizacji celów biznesowych, a nie tylko „czy jest aktywny”. Bez tej decyzji presja obecności zawsze będzie wypierać myślenie strategiczne.

Marketing jako lista zadań od innych działów – zróbcie ulotkę / posta / kampanię

Problem rzadko zaczyna się od złej woli czy braku kompetencji. Częściej od struktury. Nierzadko bywa, że marketing to jednoosobowy lub mocno niedoskalowany zespół, który ma jednocześnie obsługiwać digital, offline, social media, kampanie płatne, eventy, materiały sprzedażowe, a w międzyczasie przygotować analityczny dashboard lub „szybkie podsumowanie dla zarządu”.

W takiej rzeczywistości marketing przestaje działać jako funkcja strategiczna, a zaczyna funkcjonować jak wewnętrzna agencja usługowa. Zadania spływają z różnych stron organizacji, każde z nich jest „pilne”, a żadne nie jest osadzone w jasno określonym celu. Marketing nie dostaje przestrzeni na planowanie, bo jego rola sprowadza się do bieżącego reagowania i gaszenia potrzeb operacyjnych.

Strategia nie znika dlatego, że jest błędna, znika dlatego, że nie ma właściciela ani czasu, by ją utrzymać przy życiu.

Jak to rozwiązać?

Zacząć od decyzji. Nawet jednoosobowy dział marketingu może działać strategicznie, jeśli ma jasno określoną rolę i priorytety. 

To oznacza:

  • definiowanie celów, a nie tylko zadań;
  • odróżnianie działań wspierających strategię od tych, które są wyłącznie „miłe do zrobienia”;
  • świadome ograniczanie zakresu, zamiast próby obsługi wszystkiego naraz.

Bez tej zmiany marketing zawsze będzie listą zadań do wykonania, a nie systemem, który realnie wspiera wzrost biznesu.

Brak spójności decyzyjnej: marketing opowiada historię, której firma nie dowozi

Strategia marketingowa zawsze jest pochodną decyzji podejmowanych poza marketingiem. Jeśli produkt powstaje „na szybko”, oferta jest niedopracowana, a procesy sprzedaży i obsługi nie nadążają za obietnicami, marketing zostaje postawiony w roli narratora rzeczywistości, która w praktyce nie istnieje.

Marketing komunikuje szybkość reakcji, a oferta trafia do klienta po dwóch tygodniach. Opowiada o przełomowym rozwiązaniu, które zostało zbudowane doraźnie, często z pomocą AI, bez realnej weryfikacji potrzeb rynku. Buduje wizerunek jakości i doświadczenia, których organizacja nie jest w stanie konsekwentnie dowieźć.

W takiej sytuacji problemem nie jest komunikacja ani strategia, ale rozjazd między decyzjami produktowymi, operacyjnymi i sprzedażowymi. Zamiast korygować fundamenty, firmy próbują „naprawić” marketing: zmieniają narrację, formaty lub kanały, licząc, że lepsza opowieść przykryje niespójność.

Jak to rozwiązać?

Przestać traktować marketing jako warstwę, która ma „opakować” rzeczywistość. Strategia marketingowa musi wynikać z decyzji, które organizacja jest w stanie realnie dowieźć – produktowo, operacyjnie i sprzedażowo.

Dopiero gdy obietnica marki, oferta i doświadczenie klienta są ze sobą zsynchronizowane, marketing przestaje maskować problemy, a zaczyna wzmacniać realną wartość. W przeciwnym razie nawet najlepiej zaplanowana strategia będzie jedynie próbą opowiadania historii, w którą coraz mniej klientów chce wierzyć.

Iluzja kontroli dzięki narzędziom i technologii

Nowe narzędzia, AI i automatyzacja dają organizacjom silne poczucie, że „coś się dzieje” i że marketing jest pod kontrolą, nawet wtedy, gdy brakuje jasnego kierunku. Problem w tym, że to poczucie kontroli bardzo często nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością.

Dane pokazują wyraźnie, jak duża jest luka między deklaracjami a realnym wykorzystaniem technologii i danych:

  • firmy wykorzystują zaledwie 10–15% danych, do których mają dostęp,
  • 70% firm deklaruje korzystanie z AI, podczas gdy według danych Eurostatu realnie robi to tylko 5,9% przedsiębiorstw w Polsce,
  • 90% organizacji nie posiada spójnego zbioru danych, korzystając z rozproszonych baz, z których 63% informacji jest niekompletnych lub nieaktualnych.

W takim środowisku narzędzia nie wspierają strategii, bo strategii po prostu nie ma. Technologia zaczyna pełnić funkcję zastępczą: daje iluzję uporządkowania, raportowania i „nowoczesności”, podczas gdy fundamenty – decyzje dotyczące rynku, oferty i priorytetów – pozostają niejasne lub sprzeczne.

Łatwiej wdrożyć kolejne narzędzie, dashboard czy „AI-owe usprawnienie”, niż zatrzymać się i zakwestionować, czy firma wie, po co te dane są zbierane i jakie decyzje mają wspierać.

Jak to rozwiązać?

Odwrócić kolejność myślenia. Najpierw decyzje, potem narzędzia. Technologia ma sens tylko wtedy, gdy:

  • wspiera jasno określone cele biznesowe;
  • operuje na danych, które są spójne, aktualne i zrozumiałe;
  • odpowiada na konkretne pytania decyzyjne, a nie jedynie produkuje kolejne wskaźniki.

Bez tego AI, automatyzacja i nowe platformy będą jedynie przyspieszać istniejące problemy, zwiększając liczbę działań, raportów i „insightów”, które nie prowadzą do realnych decyzji. I właśnie dlatego firmy, mimo coraz bardziej zaawansowanych narzędzi, co roku wracają do tego samego punktu: z nowym stackiem technologicznym i tymi samymi strategicznymi brakami.

Znamy ten utwór na pamięć – dlaczego mimo to gramy go dalej? Koszty utopione w decyzjach firm

Na końcu tej układanki pojawia się mechanizm, który najlepiej tłumaczy, dlaczego firmy – mimo danych, doświadczeń i kolejnych „nowych początków” – tak rzadko zmieniają kierunek. Chodzi o koszty utopione, czyli wydatki, czas i zasoby, które zostały już poniesione i których nie da się odzyskać, niezależnie od dalszych decyzji.

Gdy budżet został wydany, narzędzia wdrożone, nowy produkt wypchnięty na rynek, a kampanie uruchomione, wycofanie się przestaje być neutralną decyzją. Zaczyna być odbierane jako porażka lub strata, którą „trzeba jakoś odrobić”. Zamiast wrócić do fundamentów i zapytać, czy obrany kierunek w ogóle ma sens, organizacje częściej decydują się iść dalej, dokładając kolejne działania, kampanie i usprawnienia.

W efekcie marketing nie dostaje przestrzeni na zmianę kierunku. Dostaje jedynie przyzwolenie na dalszy ruch.

Dlatego pytania, które zadajemy na kolejny rok, wciąż brzmią tak samo:

  • jakie narzędzie wdrożymy?
  • na jakim kanale będziemy bardziej obecni?
  • jak przyspieszymy działania?

A powinny brzmieć inaczej:

  • jaki jest nasz kierunek, i z czego świadomie rezygnujemy, żeby go utrzymać?
  • które projekty/działania przestajemy ratować, nawet jeśli kosztowały czas, pieniądze i ambicję?
  • co w produkcie, sprzedaży i obsłudze musi faktycznie działać, żeby marketing nie musiał obiecywać czegoś, czego firma nie jest w stanie dowieźć?

Bo bez strategii, i bez odwagi, by przestać bronić nietrafionych decyzji tylko dlatego, że już kosztowały, każdy nowy rok zaczyna się tak samo. I kończy dokładnie w tym samym miejscu.

Strategia nie zaczyna się od kampanii. Zaczyna się od rozmowy, na którą zwykle nie ma czasu.

Pracujemy strategicznie z firmami, które chcą, by marketing realnie wspierał rozwój biznesu.

Porozmawiajmy!

Aleksandra Będkowska

Senior SEO Specialist

Online marketingiem zajmuje się od 8 lat. Swoją karierę rozpoczęła w poradni dietetycznej on-line, a następnie zaczynając od copywritingu dotarła do stanowiska specjalistki SEO. Dzięki temu lepiej rozumie, jak złożonym procesem jest pozycjonowanie i zapewnienie pierwszych pozycji w wyszukiwarce. Doświadczenie zdobywała w agencjach SEO, dzięki czemu optymalizowała e-commerce, zwykłe wizytówki czy strony z rozwiązaniami B2B. Główny obszar jej działań skupia się na analizie on-site i generowaniu ruchu z wykorzystaniem contentu. Przy podejmowaniu decyzji w projekcie lubi kierować się zebranymi danymi i na ich podstawie planować dalsze kroki. Prywatnie lubi gotować, ostatnio głównie dania kuchni koreańskiej, czytać i aktywnie spędzać czas na górskich szlakach.

Autor

Napisz do nas

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Wypełnij to pole

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych.


Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji handlowych.

Uzupełnij wszystkie wymagane pola.

Masz pytania?
Skontaktuj się z nami!